wtorek, 27 października 2015

OPKO#3 [Nie mam pomysłu na tytuł xD]

Hejo tutaj Jasiu i przed wami kolejna część mojego OPKO, zapraszam do czytania :D
(Sorki że tak długo nie było posta... (Jasiu leń egejn) postaram się pisać posty przynajmniej raz w tygodniu ;w; xD)



*dalej perspektywa Springtrapa*
N-nie wiedziałem co zrobić, byłem bezradny. Zaniosłem ją do biura i położyłem na podłodze. Patrzałem tak się na nią przez chwile i zastanawiałem się co zrobić by jej pomóc. Jedyne co mi przyszło do głowy to kostium na zapleczu. Ale nie mogłem tego zrobić. Z-zabił bym ją. Musiałem wymyślić coś innego. Wyszedłem z biura i chciałem się wrócić do GF żeby mu przyjebać, lecz w połowie drogi zatrzymałem się i miałem już zamiar się wracać bo przypomniało mi się że GF jest teraz duchem i gówno mu zrobię. Zauważyłem dziwną lukę w ścianie. Puknąłem w nią i zauważyłem że wybiłem dość sporą dziurę. Zacząłem napierdalać w nią aż w końcu była na tyle duża że przez nią przeszedłem. W pomieszczeniu było ciemno i czuć było wilgoć. Nikt tu chyba nigdy nie wchodził przez co najmniej 20 lat. Zwróciłem uwagę na przyciemniony kąt. Podszedłem tam żeby się lepiej przyjrzeć. O Boże... t-to... to.. nie to nie może być prawda. Zacząłem się cofać do tyłu... przerażony chciałem z tamtąd uciec. Ale przypomniało mi się o Violet. To mogła być jedyna szansa żeby ją uratować (ale i tak przy okazji zabijając) t-to napewno nie jest najlepszy początek znajomości- Zabijając kogoś, ale nie mam wyboru. Zabrałem ze sobą maszynę śmierci i powoli wróciłem się do biura. Zobaczyłem tam Violet, leżała, już praktycznie martwa. A ja jeszcze miałem zamiar tylko pogorszyć sprawę. Ale coś...to coś w środku mnie nie pozwalało jej umrzeć. Ustawiłem kostium i włożyłem do środka ciało Violet. Na pewno gdy się obudzi nie spodoba się jej perspektywa 'nowego życia'. Mam nadzieję że się wybudzi. Za jakiś czas... to może potrwać... godziny...dni...tygodnie a nawet lata. Ehhh...*odwrócił wzrok na martwą Violet i zauwarzył drgnięcie kostiumu*  o kurwa! TO! TO ŻYJE! TO ŻYYYYJE!!!! MUAHAHAHAHAHAHAHAHA *Szatański śmiech zświrowanego doktorka*

*perspektywa Violet*
Obudziłam się...wszędzie było biało...albo po prostu oczy mi się zepsuły...nie to tylko coś nie tak z oczami. Po wyglądzie i konstrukcji pomieszczenia zorientowałam się że jestem w biurze. Oczy doszły mi do normy i usłyszałam jakiś dziwny dźwięk. Taki...śmiech... taki... zły śmiech.. (no nie moja wina że nie umiem opisać jaki był, był po prostu zły i tyle xd) Podniosłam głowę i zauważyłam stojącego koło mnie Springtrapa, on właśnie wydawał te dziwne dźwięki. Spojrzałam na swoje ręce... b-były one...złoto-żółte... c-czemu...o...nie...Mike miał 100%-owoą racje co do tego miejsca. Boże jaka ja byłam głupia. Natychmiast wstałam i wybiegłam z biura. Zawadziłam się o jakiś kabel i wylądowałam na podłodze. Widocznie teraz jestem grubsza i wolniejsza niż wcześniej. Nie mogłam się podnieść i tak czekałam aż przyjdzie Springtrap i mnie wykończy.

*Perspektywa Springtrapa*
Co...co?!... Gdzie ona się wybiera... tak nie miało być...chociaż... mogłem się tego spodziewać. Eh i wszystko na nic... wyjrzałem sprawdzić co ona zamierza zrobić...i zauważyłem że leży na podłodze jakby nieżywa ...podbiegłem sprawdzić co się stało. Heh... upadła tylko...jeszcze się nie przyzwyczaiła do poruszania się w tym czymś. Podniosłem ją i odstawiłem do biura
-Teraz się stąd nie ruszaj.
No wiecie, nie chcę żeby znowu się wywaliła na korytarzu. Martwię się o nią,  *patrzy z pogardą na swoje odbicie w kałuży krwi* Jestem potworem...

*Perspektywa Violet*
Tak jak wiedziałam zabrał mnie... odniósł do biura i kazał mi się nie ruszać. Zignorowałam go, po tym co mi zrobił, pfffffff... przez niego jestem jakimś metalowym szmelcem, nawet chodzić poprawne nie potrafię.
-Powiedz mi jedno... dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć?
Wzdrygłam się gdy zobaczyłam kałuże krwi.
- Ponieważ...ja... *wstrzymał się i nie kontynuował odpowiedzi*
Ahhh... no tylko mi nie mów że on... yghhh... *spuściła wzrok na dół i zaczeła płakać krwią*
- Co Ci jest?...Wszystko okey?
Miałam dość...mogłam umrzeć...wolałabym umrzeć niż tkwić na ziemi w nieskończoność...teraz to już nigdy nie zobaczę mamy, Mike'a a nawet ojca, który jest gdzieś tam ...nawet nie wiem gdzie.
 
*Perspektywa Springtrapa*
Ja...nie mogę jej tego powiedzieć... po resztą, to bez sensu, ja ...ja.. *próbuje odrzucić tą myśl z głowy* NIE! Nigdy... 
- P-po prostu... nie chciałem żebyś umarła na moich oczach.
Podniosła głowę i popatrzyła się na mnie twarzą całą ze krwi, boże, co ja zrobiłem.
- A mi się jednak wydaje że był inny powód.
- N-nie! Nie było! ...*złapał się za głowę i zaczął chodzić w kółko* m-może i był
ale nie powinno Cię to interesować.
- Czemu stałeś się dla mnie taki oschły?
O-oschły? J-ja...nie chcę być oschły, ale jak jej powiem prawdę  to pewnie  mnie znienawidzi.
Nie powiem...za nic
- Hej Bracie :3
- B-bonnie co ty robisz?!
-  Kto to? Fredbear?! Po co go tu przyniosłeś?
- Musiałem...po co przyszedłeś?
- Chciałem sprawdzić co się stało z tą dziewczyną co ją Golden z-z-zabił
- O-ona.. tak jakby...żyje... *zwrócił wzrok na wykrwawiony kostium*
- Cz-czy ty ją... o boże... co ty zrobiłeś ...mogłeś dać jej umrzeć!
Przeleciał sb przez ścianę i to jeszcze bez pytania i się wpierdala w moje sprawy!
- Bonnie...idź zajmij się swoimi sprawami... 
- Jesteś taki sam jak on...Golden...jesteś taki jak on... dziwi mnie dlaczego jeszcze się ze
sobą nie cał...
Uderzyłem w miejsce w którym lewitował  duch Bonnie'go żeby się zamknął i w końcu odwalił ode mnie. Mam już dość... przestaję panować nad sobą ....muszę... się... powstrzyymać aghh
*złapał się za głowę i uklęknął na podłodze*

*perspektywa Violet*
Miałam dość, nic nie rozumiałam, on coś ukrywa a ja nie wiem co. Miałam ochotę wrócić do domu i  zakończyć ten koszmar. Ale niestety zostałam uwięziona w tym kostiumie. Teraz można powiedzieć że utknełam z nim na dobre. Już mi nic/nikt nie pomoże. Z kim on gada? o.e ...popadł w paranoje czy co? Dobra nie wnikam. Widać to jest królik po przejściach. ;-;. Co on? Bije powietrze...popatrzyłam się na jego wyraz twarzy ..raczej nie był szczęśliwy. T-to przez mnie? Wstałam żeby...jakoś go pocieszyć bo.. to w sumie moja wina. Gdybym nie była taka ciekawska to on nie musiałby potem się borykać z takim problemem. Zbliżyłam się ale...od razu zdałam sobie sprawę że to był zły pomysł.
Widziałam że zaczął on drgać i złapał się za głowę... poczułam dreszcz... Springtrap uklęknął na podłogę trzymając się za tył głowy, szeptał coś pod nosem. 
- S-springtrap... wszystko w porządku? Jeżeli to moja wina...
Odwrócił głowe w moją stronę. Zamarłam i nie dokończyłam zdania. Jego wzrok był przerażający...tak jakby miał zaraz mnie zabić...ten czerwony kolor jego źrenic... c-c-co mu się stało?
-IT'S T-TIME TO D-DIE...
Powiedział to do mnie, dziwnie przekręcając głową. Zrobiłam krok w tył... po czym upadłam do tyłu (Niestety ale było tam ciasno, pod nogami kable, a ja dalej tkwiłam w tym męskim grubym kostiumie) Sprigtrap na mnie spojrzał uśmiechając się. Podniósł mnie za szyje do góry i zaczął powoli zaciskać dłoń... oczywiście... myślałam że się duszę...po chwili zorientowałam się że przecież i tak nie żyję i siedzę teraz w animatroniku więc nic nie czułam. Po jakieś dłuższej chwili spojrzałam na ST z wzrokiem pogardy, uśmiechłam się letko. Po chwili poczułam kucie w środku. Jakby...coś coś mnie zabijało od środka. Ale...przecież ja już nie żyłam... Umrę dzisiaj drugi raz?
Nagle wszystko stało się czarne i straciłam przynomność.


No wiem... to zaczyna robić się skomplikowane (/>o<)/ ...wgl pisałam to cały dzień (Raz pisałam, raz robiłam co innego xD i nie mogłam tg skończyć ;w; ) Mam wene na OPKO więc jutro może będzie następna część OuO yey ^^ xD.  (I przepraszam za te brzydkie słownictwo, ale jakoś mi ono pasuje do Springtrapa xD)


                                                                                                                             ~Springu
 

piątek, 16 października 2015

OPKO#2 Powikłania

Hejo tu Jasiu i bez przeciągania przechodzimy do OPKA :D


Dobra... teraz wrócę do domu i ... no i  się ogarnę, bo w końcu muszę się przebrać z tych roboczych łachów. O ku... Mike dzwoni... emm, nie chce mi się w tej chwili odbierać. Ale wole teraz niż potem mu się tłumaczyć.
- Halo?
- No hej, jak tam w pracy?
A nic poznałam zielonego królika, który jak się okazało zabił mojego ojca, a u ciebie?
- Nic... nic ciekawego, zwykła nuda robota i tyle. Po co dzwonisz?
- Wiesz... martwię się o ciebie. Przecież wiesz ja nie ufam temu miejscu.
Eh... nie ma to jak zatroskany chłopak. Jeszcze tego mi mało.
- Proszę przestań, wiesz przecież że umiem zadbać o siebie. Nie po to chodziłam na te lekcje karate.
- Proszę ... Violet... uważaj.
Mam dość jego ''uważaj'' przez niego oddaliłam się od moich przyjaciółek bo uważał on że zagrażają mi one. O nie, mam dość! Rozłączyłam się... niech się martwi. Musze wrócić szybko do domu. Nie mam ochoty go nigdzie po drodze spotkać. Nie ma to jak mieć dość swojego chłopaka. Tak o nim się zamyślałam że nawet nie zauważyłam że jestem już pod domem. No dobra... dopiero 6.25... a ja nie mam zielonego pojęcia co mam robić... Po prostu... pójdę spać. *Kilkanaście godzin później*
Yh... już 23.23... nie chce mi się wstawać... tak po za tym to głodna jestem. Dobra.. ubrałam się... kanapka.. jest, teraz tylko buty i wychodzę. Kur... 23.50 co ja tak długo się ubierałam D:?! Musze teraz biec do pracy. I to szybko! Mam 10 min, a zazwyczaj dochodzę tam w 25 min ;-;. Nie zdążę! Połowa drogi... jeszcze mam 4 minuty... kurwa... pasy... niech to by szlag trafił, na szczęście jest późno i nie musiałam długo czekać. Kurwa... jeszcze dwie minuty mam. KURWA! Jestem na miejscu, i jest 24.03 ... ;-; Musze się streszczać. Biegnę przez wszystkie korytarze... i-i chyba usłyszałam jakieś dźwięki, boje się że to .. to.. Springtrap... ( jestem z zbyt ciekawska żeby nie pójść tego sprawdzić). Otworzyłam drzwi.. ale tam nikogo nie było. Weszłam głębiej do pokoju żeby się rozejrzeć. Nagle, drzwi za mną się zatrzasneły. Wiedziałam już że coś jest nie tak. Usłyszałam jakieś szepty. Zaczęłam odczuwać brak powietrza, dusiłam się. A raczej ktoś/coś mnie dusiło. Szepty stały się bardziej wyraźne i mogłam wyłapać pojedyncze słowa. Takie jak ''zabójca'', ''zemsta'', ''zginiesz'' i tym podobne. W końcu myślałam że już nie żyję. Upadłam na ziemie i zaczerpnęłam powietrza. Szepty przemieniły się w krzyki i były na tyle wyraźne żebym mogła zrozumieć co mi przekazują.
Emm tak bardzo miłe. Fajnie... zabije mnie coś czego nawet nie widzę. W końcu ... musiałam się odezwać... może się z tym czymś dogadam.
- A-ale... czemu ja?
To coś raczej nie było zadowolone że zaczęłam się odzywać. Poczułam na szyi czyjeś 'dłonie' i znowu zaczęłam się dusić.
- Ty... jesteś córką zabójcy. Żeby zemścić się na nim, muszę zabić jego bliskich.
Zaczęłam się dygotać. Czyli mama też jest zagrożona?! Boże...
- Zostaw ją, wystarczająco osób zginęło, nie będziemy w to mieszać dziecka.
Cooooo?! Następny?! Ile tych cosiów jest tu w pokoju? I ... wcale nie jestem dzieckiem!
- ZAMKNIJ SIĘ! Zawsze uważałeś się za tego ważniejszego! ZAWSZE! Ale to ja tu jestem starszy! Więc mi nie przerywaj, uduszę  ją i po sprawie.
- Golden Proszę zostaw tą dziewczynkę
- Chica ma racje, nie rób jej krzywdy
- Arr też się zgadzam.
Ku*wa, ile ich tu jest?! Ja.. się będę powoli zmywać, powoli się wycofałam do drzwi i zaczęłam szarpać za klamkę. Niestety ten 'zły'' mnie dojrzał i znowu poczułam jak mnie dusi.
- GOLDEN! NIE!
Heh... powoli odczuwałam jakby to był mój koniec. Gdy już ledwo oddychałam ujrzałam d-duchy... było ich 6, włącznie z tym co mnie dusił (dalej się zastanawiam jak to zrobił skoro jest duchem)
Wyglądali jak ... dzieci, t-ten... co usiłował mnie zabić podniósł swoją 'niewidzialną' rękę i-i wbił mi ją w klatkę piersiową. Gdy ją wyciągnął, upadłam na podłogę i zaczęłam  się wykrwawiać. To było oczywiste że to był mój koniec. A jednak Mike miał racje, a ja głupia się go nie słuchałam. Umierałam, nie czułam tego ale byłam świadoma. Słyszałam ich głosy jeszcze przez chwile. Po czym oczy zaczęły mi się zamykać i zemdlałam.
- Z-zabiłeś niewinną osobę.
- Wcale nie była niewinna.
*perspektywa Springtrapa*
Hymmm późno już, pójdę sprawdzić czy może czasem nie ma jej w biurze. Może po prostu mnie unika. No w końcu jestem paskudny, wielki i wystają ze mnie ludzkie organy. Przejdę wentylacją, będzie szybciej, jeżeli nie utknę. Dobra... jestem na miejscu i... nie ma jej. Eh.. pewnie ją wystraszyłem i teraz nie wróci do pracy. Dobra to się korytarzem wrócę. Czekaj... co to był za dźwięk? C-czy to ...boże tylko nie to, zacząłem biec w stronę zaplecza. Gdy otworzyłem drzwi zauważyłem wszystkie dusze i...i ją. Leżała wykrwawiona na podłodze. Gdy tylko wszedłem zauważyłem że GF jakoś słabo wyglądał jak na ducha. Czyżby moja obecność go przestraszyła?
Nie zastanawiając się dłużej podbiegłem do (Jej imię ma zapisane w pamięci Purple Guy'a) Violet i starałem się zatamować ranę. Ale jestem tylko animatronikiem, co ja mogę. Spojrzałem z wyrzutami na GF, podniosłem Violet  na ręce i wyniosłem ją. Jeszcze nie byłem pewny co zrobić, ale musiałem jej jakoś pomóc.

Dobra to koniec na dzisiaj :D Jak zwykle się napisałam xD I jeszcze mi internet mulił więc zajęło mi to dłużej niż powinno. (btw już 24.34). Mam nadzieję że się podoba :D Ja już lepiej idę spać.
                                                                                                                      ~Springu